Posts Tagged ‘kielce’

Namówiony kilkuletnimi reklamami postanowiłem udać się na Świętokrzyskie Dni Truskawki do Bielin. Jako, że impreza nie powaliła mnie na kolana zdecydowaliśmy się zobaczyć coś w okolicy. Wybór na mapie padł na stary młyn w Belnie.

Młyn ten figuruje jako jedna z atrakcji gminy Bieliny. Powstał podobno w 1884 roku a działalność zakończył niecałe 20 lat temu. Stoi przy drodze. Wygląda jakby jeszcze kilka tygodni temu pracował. Worek na mąkę czeka na kolejny wsad. Tylko te zawalone częściowo ściany zmieniają wrażenie. Jeżeli chcecie go zobaczyć to polecam pośpiech bo nie dam sobie nic uciąć, że przetrwa kolejną zimę.

Reklamy

Jak tylko mam możliwość to próbuję zobaczyć świat z okna samolotu. Lubię miejsca przy oknie i patrzenie w dół. W nowszych samolotach są dodatkowe kamery dziobowa i pod spodem lecz nie zastąpią widoku z okna. Jest GoogleMaps ale to też nie to sam0. Druga część zdjęć zrobionych z góry:)

OLYMPUS DIGITAL CAMERABarbados

OLYMPUS DIGITAL CAMERAAzory

OLYMPUS DIGITAL CAMERAJakiś zamek na jurze

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKatowice

IMG_0257Chorwacja

a (2463)ZEA

fbKielce (Ślichowice, Malików)

IMG_0017Czasem niestety nie widać lądu

IMG_0254Pola do odparowywania wody morskiej na sól (Nin, chorwacja)

a (2454)Góry, Chiny

1367617501_busDzisiaj zamiast historii  busa będą historie z busami. A konkretniej też i z autobusami. Jakiś czas temu gdy na rynek wszedł polskibus.com był to produkt nowy i powodujący wiele emocji zarówno wśród użytkowników jak i konkurencji. Był to na pewno krok milowy w transporcie „dalekobieżnym” w Polsce. Po 3 milionach pasażerów polskibus.com zyskał kilka minusów w moich oczach. Pierwszą rzeczą, która bywa problemowa jest brak numerowanych miejsc zwłaszcza dla pasażerów, który jeżdżą w dwie lub więcej osób i wsiadają gdzieś na trasie. Miejsce znajdzie się zawsze ale często po przeciwnych końcach autobusu po obudzeniu chrapiących współpasażerów. W sumie coś jak w pociągach gdzie 8 osobowe przedziały często stają się dwoma łóżkami. Drugim minusem jest masowy zakup biletów na polskibus.com i późniejsza sprzedaż ich np. na allegro (czego regulamin polskibus.com zabrania ale nikt tego nie respektuje). Ostatnim minusem jest to, że po podwyżce cen biletów w Warszawie do biletu polskibus.com trzeba dodać czasem i 10 zł. aby pojechać i wrócić z centrum na Wilanowską. Mimo wszystko szanuję bardzo polskibus.com i polecam wszystkim.

Na szczęście zmiany wprowadzone przez nich spowodowały również zmiany u innych przewoźników. Kupując dzisiaj bilety na termin odległy o 3 tygodnie w polskibus.com zapłaciłbym za 2 osoby 50-60 zł na trasie Kielce-Warszawa. Ta kwota nie do końca mi odpowiadała dlatego udałem się na stronę muszkieter.pl (nas lokalny przewoźnik). Często korzystałem z ich usług przewozowych na trasie Kielce-Warszawa-Kielce. Miłym zaskoczeniem okazała się cena ww. biletów. Pierwszy kosztował 1 zł. (plus 1,23 zł.) natomiast drugi 8 zł. lub też 1 zł. zależnie od obłożenia. Busy lub autobusy Muszkieter odjeżdżają z dworca PKS  Kielcach a w Warszawie mają przystanek na Zachodnim i na Placu Defilad co ułatwia przemieszczanie się. Podobno mają karty stałego klienta, o których jeszcze informacji nie znalazłem a i gdzieś słyszałem, że Wi-Fi mają wprowadzić. Minusem jest to, że na trasie, która mnie interesuje wjeżdża do kilku miasteczek ale i to do zniesienia. Może przydał by się jeszcze jeden bus trochę później ale godziny są ok.

Oby rynek poszedł w ta stronę 🙂


Myślę, że jeśli by zapytać 100 osób na ulicach naszego miasta co to jest Jaworznia to około ponad połowa by się krzywo spojrzała a na pytanie co tam jest większość drugiej połowy. Po krótkiej dzisiejszej wycieczce pojawiły się w mej głowie przemyślenia.

Na ostatnim roku studiów (i chyba przedostatnim też) pisałem o wspomnianym wcześniej rezerwacie (Chelosiowa Jama w Jaworzni) pracę magisterską. Geologiczno-przyrodnicza ścieżka dydaktyczna, którą w jakiś sposób zaprojektowałem w mojej głowie powstawała kilka miesięcy. Wizja, że ktoś z tego skorzysta, może wyda przewodnik, tablice czy coś innego szybko się rozwiała ale nie o tym przemyślenia.

Zwykły, szary lecz ambitny turysta, który przeczytawszy w materiałach, że jest taki rezerwat i odważnie się do niego uda może się nieźle zaskoczyć. Na wstępie nie wita nas żadne oznaczenie (tablica, słupek, baner) – zero! Jeżeli już znajdziemy za zajazdem drogę, która powiedzie nas w stronę wyrobiska – po drodze stanie nam zamknięta brama. Pewnie teren prywatny lecz nauczony praktyką wiem, że za ruinami domku jest ścieżka, która prowadzi do celu. Po drodze góry kruszywa z pobliskiego zakładu coraz bardziej dochodzą do wyrobiska. Po zejściu na dół super – cisza, natura, widoki, etc. Widać brak wzmożonego ruchu turystów, a drzewa i krzewy  łapią coraz większe kawałki dawnej ścieżki. Pada decyzja wracamy – ale w swoim przewodniku kojarzymy informację o stojącym jeszcze jednym (a właściwie ruinach) wapiennika. Ruiny jak ruiny nie wiadomo ile jeszcze postoją. Podchodzimy do pieca a z pobliskiego „zajazdu” przybiega ochrona i nas wyprasza.

Wycieczka nie do końca udana. Ciekawe miejsce ale chyba powoli zapada w niepamięć.