Zmiana adresu

Posted: Lipiec 3, 2013 in Moje
Tagi: , , , ,

Zapraszamy na nowy adres http://www.tymrazem.pl 🙂

logo

Reklamy

Przyzwyczajony do tanich linii, czarterów i zdecydowanie nie tanich lecz słabych rejsów czekałem z niecierpliwością na możliwość przetestowania co mają do zaoferowania najlepsze linie świata wg skytrax. Z tego co piszą na swoich stronach posiłki we wszystkich klasach są te same. Różnią się tylko formą podania. Po wejściu do samolotu każdy pasażer dostaje menu w dwóch lub trzech językach. W zależności od długości rejsu mamy w nim jeden lub dwa posiłki (śniadanie, obiad) i często przekąski dostępne przez cały czas (np. nudle). Przez cały czas lotu dostępne są za darmo napoje i alkohol (wyłączając szampana). Rzeczą, którą pierwszy raz widziałem są naklejki na fotel i w nich ta przydatna mówiąca „Proszę obudzić na posiłek” 🙂 Każdy posiłek oprócz dania głównego to także dodatki takie jak sałatki, woda, sok, przekąski (krakersy, ciastka), czekoladka i deser (mus, ciasto, etc.)

IMG_0606

Ryż z kurczakiem Tikka

IMG_0603

Śniadanie kontynentalne – omlet, kiełbaska, warzywa, croissant

IMG_0049 (2)

Pure ziemniaczane z wołowiną i warzywami

IMG_0048 (2)

Ryż z sosem z baraniny i warzywami

IMG_0024 (2)

Pure ziemniaczane, warzywa i filet z kurczaka

IMG_0023 (2)

Ryż z warzywami i baraniną

IMG_0005 (2)

Arabskie śniadanie (różne sery, humus, arabski chleb, sałatki)

Znam dużo ludzi, którzy za granicą jedzą w Mc albo KFC bo to pewne i znane. Jak już wiadomo ja należę do grupy, która je różne rzeczy ale i KFC w Chinach sprawdziliśmy.

Pierwsze wrażenie było takie, że są dwa rodzaje KFC. W jednej mamy normalne zestawy i kubełki takie jak w Polsce w cenach podobnych lub wyższych. W drugiej natomiast mamy zestawy lunchowe, dania oraz namiastka lokalnych smaczków. Druga opcja jest również tańsza (zestaw Zinger niecałe 8 zł). W większości fastfoodów w Chinach mają wydrukowane i zalaminowane menu obrazkowe, które w razie przyjścia osób zagranicznych nagle pojawia się spod lady. Często do frytek dostajesz kilka keczupów żeby przypadkiem nie podejść i nie pytać w swoim kosmicznym języku o coś a Cola najczęściej jest nalewana do kubków wcześniej i czeka na zamówienie lekko się rozgazowując. Ogólnie smaczne i niedrogie a o różnych porach inne menu.

IMG_0240 (2)

Zestaw Zinger i drugi z kanapką z dwoma filetami sosem z czerwonego i zielonego chilli

IMG_0534 (2)

Zupa z kulką z jakiegoś ciasta

IMG_0541

Danie kolacjowe

Cena w Paryżu – 4 Euro, cena w Warszawie około 5 zł za sztukę. Pomysł w głowie – spróbować samemu. Kilka miesięcy temu mieliśmy możliwość spróbowania świeżych paryskich makaroników, które przyleciały do nas wraz ze znajomym. Dłuższy czas myślałem dlaczego są takie drogie. Pierwszą rzeczą są składniki – zamiast mąki używa się zmielonych migdałów. Drugą, chyba ważniejszą jest robienie. Muszą mieć odpowiedni kształt, nie popękać, kolor a do tego być chrupkie na wierzchu i ciągnące się w środku. Myślę, że jeszcze 2-3 razy i dojdę do lepszych rezultatów chociaż i pierwsze były zadowalające.

Moje makaroniki składały się z:

100 g sproszkowanych migdałów

190 g cukru pudru

10 g kakao

3 białek

szczypty soli

Tym razem w środku zamiast kremu wylądowała konfitura pomarańczowa.

Przepis z założenia prosty. Zmieszać migdały z cukrem pudrem, solą i kakao, ubić pianę z białek. Dodać pianę do wymieszanych proszków, wycisnąć na tacę, odstawić na jakieś 15 minut i piec (ok. 150C i jakieś 10-15 minut). Przy pieczeniu kwestia patrzenia i ocenienia czy to już 🙂 Zamiast kakao można dodać inne składniki smakowe i barwniki 🙂

1016804_10201546954821452_1505461700_n

Od jakiegoś czasu (o czym już kiedyś pisałem na blogu) próbuję swoich sił w hodowli egzotycznych roślin. Część nasion przywożę z zagranicznych wyjazdów a część zamawiam przez internet. Od ostatniego wpisu trochę zmian nastąpiło. Część rośli nie przetrwała długiej zimy, lecz pojawiło się także kilka nowości.

Aktualni mieszkańcy:

Ananas (ok. 20 cm), kawa (ok. 35 cm, czekamy aż zakwitnie), mandarynka (ok. 60 cm, kwitnie i owocuje regularnie), granat (ok. 35 cm, źle zniósł zimę ale powoli dochodzi do siebie), figa (ok. 40 cm. owoc dojrzewa), liść laurowy (ok. 30 cm), pieprz czerwony  (ok. 80 cm), poziomki (3 krzaczki, owocujące), palmy (różne od kilkunastu do kilkudziesięciu cm), chili (ok. 35 cm, właśnie kwitnie), kasztan jadalny (ok 30 cm). Oprócz roślin znanych w mini szklarni mamy również kilka niewiadomych. Często zdarzało nam się jakieś nasiona (z mieszanek przypraw itp) tam wrzucać. Pożyjemy, urośnie i zobaczymy. Kolejne nasiona wkrótce powinny kiełkować.

Nowi mieszkańcy:

Po wizycie w Chinach próbujemy w skrzynce i na działce hodować orzeszki ziemne. Na razie wyglądają całkiem nieźle.

IMG_0160

Drugim nowym mieszkańcem jest Herbata Chińska (Camelia Sinensis). Kupiona jako sadzonka. Dochodzi do siebie po podróży. Jak tylko zacznie być bujnym krzakiem zapraszamy na zieloną herbatę:)

IMG_0162

Do grona cytrusów dołączyła także Pomarańcza Trójlistkowa (Poncirus Trifoliata). Na razie niewielka sadzonka. W ciągu kilku dni zaczęła rozwijać się nowa gałązka co dobre wróży.

IMG_0161

Namówiony kilkuletnimi reklamami postanowiłem udać się na Świętokrzyskie Dni Truskawki do Bielin. Jako, że impreza nie powaliła mnie na kolana zdecydowaliśmy się zobaczyć coś w okolicy. Wybór na mapie padł na stary młyn w Belnie.

Młyn ten figuruje jako jedna z atrakcji gminy Bieliny. Powstał podobno w 1884 roku a działalność zakończył niecałe 20 lat temu. Stoi przy drodze. Wygląda jakby jeszcze kilka tygodni temu pracował. Worek na mąkę czeka na kolejny wsad. Tylko te zawalone częściowo ściany zmieniają wrażenie. Jeżeli chcecie go zobaczyć to polecam pośpiech bo nie dam sobie nic uciąć, że przetrwa kolejną zimę.

Wychodzimy z założenia, że poznać lokalną kulturę t w dużej części jej spróbować. Oprócz lokalnych, tradycyjnych potraw o których później próbowaliśmy też znaleźć lokalne smaczki, których chyba na co dzień byśmy nie jedli. W każdym z miejsc, które odwiedziliśmy coś się udało znaleźć.

IMG_0570

Zupa jak zupa. Zamówiona przez znajomych w restauracji w centrum Pekinu. Ogólnie to była zupa ze świnki z tofu. Ładnie pływające kostki i obowiązkowo w zestawie słomki żeby wypić z nich szpik 🙂 Gotowana wiele razy dlatego mętna ale to nie pierwszy raz w Chinach kiedy tak to wyglądało. To co wyglądało jak makaron było tofu w paskach. Tradycyjnie gdy trochę zupy odparuje lub się ją po prostu zje to obsługa przynosi i dolewa do garnka, który cały czas się gotuje na środku stołu.

IMG_0244

Wszędzie pisano zjedzcie kaczkę po pekińsku bo jest rewelacyjna. Powiem krótko – zła nie jest ale tania też nie. Wokół kaczki po pekińsku zamówiliśmy kilka dań z podobnego źródła. Na stole więc znalazły się żołądki z kaczki (dość smaczne) i kacze nogi. Pisząc nogi mam na myśli to z samego końca na czym kaczka stoi (stopa?). Smakuje to jak nie do końca ugotowany makaron i gdyby nie sos sojowy to ciężko o jakiś konkretny smak.

IMG_0480

Tofu. Tofu w Chinach możemy znaleźć na każdym kroku. W różnych postaciach i smakach lecz zawsze. Żółty ser jest rzadkim rarytasem. Z całego wachlarza tofu zdecydowaliśmy się spróbować jego nieco innej wersji o wdzięcznej nazwie Stinky Tofu. W wielkim skrócie to mamy do czynienia z spleśniałym, smażonym tofu, przy którym nasze francuskie sery to perfumy 🙂 Miałem wrażenie, że pełnia zapachu ujawnia się dopiero w momencie gryzienia …

IMG_0047 (3)

Pani sprzedająca stwierdziła, że te są najlepsze bo one mieszkają w bambusach. Jakieś chrabąszcze chyba. Jak na Syczuan przystało posypane chili i usmażone. A właściwie to najpierw usmażone. Jaki smak? Hmm smak chili głównie. Pancerzyków, nóżek i czułków w smaku czuć nie było. Chrupały porządnie ale w środku raczej suchy (nic nie wypływało;)). Pierwszym skojarzeniem był popcorn ale ta brązowa część popcornu, która zostaje.

IMG_0457

Idąc tropem smażonego jedzenia na patyku w Pekinie skusiliśmy się też na skorpiony. Porównywalne do opisanych wyżej insektów lecz bez chili i tym razem coś w środku było. Znaczy nie były aż tak suche. Przy skorpionie chyba bardziej problemowe mogą być wrażenia wizualne. Czy to szczypce czy kolec jadowy nie do końca zachęcają do schrupania. Myślę, że są one produktem lekko turystycznym i nie jedzonym do każdego obiadu lecz doświadczenie ciekawe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W większości programów w telewizji o dziwnym jedzeniu pojawia się durian. Wygląda bardzo sympatycznie. Wieść niesie, że to najbardziej śmierdzący owoc świata. W moim odczuciu nie zapach jest najgorszy. Cały zestaw składający się z zapachu (coś zgniłego), smaku (dalej coś zgniłego połączonego z cebulą) i konsystencji (taka papka) daje efekt końcowy. Pierwsze wrażenie miałem, że to kolejny produkt dla turystów lecz gdy w osiedlowym supermarkecie przyszła dostawa durianów ludzie w kolejce stali. Coś w tym musi być ale co nie mam pojęcia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mniej spektakularne ale lokalne. Znaleźliśmy w sklepie ogórki kiszone. Tak przynajmniej myśleliśmy patrząc na opakowanie. Ogórki okazały się mocno konserwowymi z dużą ilością przypraw. Zjedliśmy po jednym i wystarczyło na próbę. Tego produktu nie polecę w dużych ilościach.

IMG_0147

Jedzenie na patyku jest dość popularne w Chinach. Tym razem macki ośmiornic smażone. Niestety w tym wypadku były przesmażone i za twarde. Na ulicach na patykach można dostać wiele ciekawych rzeczy od owadów, przez owoce morza i różnorodne mięsa. Część dań nie tak spektakularna jak owady ale bardzo smaczna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na koniec coś czego nie spróbowaliśmy 😉 Może następnym razem – pieczone królicze głowy 🙂 Smacznego 🙂